Teraz, dalszy ciąg Pogaduszek tutaj:
http://maria-mojawizjazdrowia.blogspot.com/

sobota, 31 grudnia 2011

Moje wspomnienia z mijającego 2011 roku.

Nie da się zapomnieć mojego 5- cio miesięcznego urlopu, ktory spędziłam razem z moimi dziećmi w Kanadzie i USA.
Wyjechałam z Polski 10- ego kwietnia.
Pierwsze spotkanie na lotnisku, to dwaj moi synowie i jeden ze starszych wnuków.
Mam taki zwyczaj, że wyjeżdżając z domu - pozostawiam wszystkie moje kłopoty i troski- w domu. Zaczynałam więc mój dosyć długi urlop pełna szczęścia.
Około 2 tygodnie spędziłam w Kanadzie razem z moimi synami. Zbliżały się Święta Wielkanocne więc razem z synem pojechaliśmy do wnuczki - do London. Tam było spotkanie w szerszym gronie Rodzinnym. Jedynym mankamentem była moja nieznajomość jezyka ANGIELSKIEGO. Nawet jakoś sobie radziliśmy, było czasem zabawnie i sporo śmiechu z używania słownika - było fajnie.
Nie wlokłam za sobą całego mojego bagażu - ( nie mam na myśli walizek). Spałam co noc jak niemowlak - co nigdy mi się w moim domu nie zdarza.
Do końca kwietnia byłam u wnuczki, cały prawie maj spędziłam u drugiej wnuczki. Wszędzie było cudownie.
Mam zamiar dokładniej opisać moj pobyt u każdego z moich ukochanych.
Caly czerwiec byłam w USA u corki. Odwiedziłam też pozostałych członków rodziny, czyli dwoch wnuczkow z rodzinami oraz kuzynostwa. Miesiąc spędzony w USA dał mi wiele radości- nie mówiąc o korzyściach z zakresu raw wege jaki tam sobie utrwaliłam. To mi było bardzo potrzebne.
W lipcu wróciłam do Windsor, a sierpień spędziłam w London.
Czas mi upływał w cudownej atmosferze - wiele wspaniałych chwil.
Z początkiem września trzeba było zwijać żagle i wracać do codzienności.
Nie mogłam się długo przyzwyczaić do nowych (starych) warunków... Budziłam się zawsze w nieswojej sypialni i długo zeszło nim życie moje wróciło do tzw normy.
Obiecuję sobie, że chociaż pokrótce opiszę najciekawsze miejsca, ktore zwiedziłam.

Życzę Wszystkim moim przyaznym duszyczkom, które tutaj zaglądają, aby 2012 rok był rokiem szczęścia i spełnionych marzeń !



http://www.kartki.pl

czwartek, 15 grudnia 2011

Urok dawnych świąt ... i Opowieść Wigilijna

Święta tuż, tuż, i ja się rozmarzyłam... o dawnych czasach. Świętach pełnych śniegu po pas i sannie. Saniami się zimą jeździło, nie było samochodów.
Czy ktoś jeszcze pamięta te czasy?
Artyści malarze utrwalili na płótnach urok tamtych zim i zimowej sanny. Wybrałam z malarstwa Adama Setkowicza - Saniami do kościoła. Pięknie było.


Źródło:


Opowieść Wigilijna Charlesa Dickensa, to jedna z najczęściej ekranizowanych historii tego święta.
Co za gradka na świąteczny okres. Mamy film w całości, po polsku.
Dzięki: Santa Claus Was Here



Życzę wszystkim zdrowych i radosnych Świąt w gronie swoich najbliższych i przyjaciół!

Nie zapomnijmy o ludziach samotnych i o tych, których nie stać na świąteczne, nawet skromnie celebrowanie wigilii.

Ta piękna choinka jest od moich wnucząt Piotrusia i Gosi z USA.

piątek, 9 grudnia 2011

Sprawny niepełnosprawny i .... tutiturumtu

Dzisiaj zapraszam na cieplutką, rozgrzewającą herbatkę i spotkanie z Panem Mirkiem.




Sprawny niepełnosprawny i ....tutiturumtu

Poznałam bardzo ciekawego Pana i chciałam, aby każdy go poznał. Pan Mirek, (ponad 20 lat po bardzo groźnym wypadku), mimo swojej niepełnej-sprawności, stara się nie poddawać, radzić sobie w życiu i jeszcze innych inspiruje.
Prowadzi tzw. Poradnik dla Niepełnosprawnych, w którym pokazuje jak sobie radzić z niepełnosprawnością. Bardzo, bardzo ciekawe! Dodam, że Pan Mirek to były pracownik pogotowia ratunkowego.

Oto historia Pana Mirka, którą sam opowie:
http://www.youtube.com/user/suchygdansk

A co to takiego "tutiturumtu"?



Ha, ha..., ja już wiem... uczę się w końcu języka angielskiego.

Kto nie wie - wyjaśnienie w kabaretowym programie Pana Mirka, pt. Kabaret bez barier - Uczcie się języków obcych.
Zobacz tutaj:
http://www.youtube.com/watch?v=e01JQpY-_C0&feature=youtu.be

Jak się można przekonać oglądając filmy Pana Mirka, P M nie tylko radzi i uczy jak pokonać niepełnosprawność w codziennym życiu, ale również potrafi rozbawić do łez.
Brawo Panie Mirku!

Strona P. Mirka:
http://mireksuchodolski.streemo.pl/Community/Default.aspx


wtorek, 6 grudnia 2011

Wioletta Wilias nie zyje!

Wioletta odeszła.....



Wszyscy ja znali, prawie wszyscy kochali. To byl fenomen głosu, osobowość o gorącym sercu.
To takie niesprawiedliwe, że przyszło Jej żyć w takich warunkach,
ktoś chyba wstydzi się za to, że taki zgotowano Jej los.

Często sluchałam Jej wspaniałego, cudownego śpiewu. Na zawsze pozostanie w pamięci ogromnej rzeszy ludzi - nie tylko Polaków, bo znana była na całym świecie.
Dzisiaj i nie tylko dzisiaj posłucham Jej wspaniałych pieśni.







Kochało Wiolettę nie tylko starsze pokolenie, ale młodzi również.
Dzięki młodemu chlopakowi Jakubowi możemy posłuchać wiele utworów Wioletty.

http://www.youtube.com/user/JakubBochenski

Photo: Wioletta Willas Wikipedia

Blog o Wiolettcie Willas:
http://villasvioletta.blog.onet.pl/

niedziela, 4 grudnia 2011

Piękno i moc medytacji... trochę wspomnień


W dzisiejszych czasach bardzo duża ilość osób medytuje. Coraz częściej odbywają sie medytacje zbiorowe. Wtedy siła tej medytacji jest ogromna.
Mira pięknie prowadzi blog z medytacjami, na który serdecznie zapraszam chętnych do poznania technik medytacji i udziału we wspólnej medytacji:
http://transformacja-swiadomosci.blogspot.com/

My ludzie, wraz z planetą Ziemią - jesteśmy częścią Wielkiego Kosmicznego Planu Stworzenia - i to my sami musimy stworzyć sobie RAJSKI BYT na Ziemi. - Mira

Ja z medytacją spotkalam sie dosyć późno, było to w latach 70-dziesiątych.
A tak już konkretnie - to na kursach w Przyjezierzu - w początkach lat 80-dziesiątych.
Do Przyjezierza jechaliśmy zespołowo z grupą emerytów z naszego Klubu. Zdobyte wiadomości przekazywaliśmy naszym kolegom na spotkaniach z emerytami. To były 'piękne dni'. ... Dwa razy w tygodniu odbywały się spotkania z emerytami - i nie tylko z emerytami - bo na nasze spotkania przychodzili też młodzi ludzie.

Jak już wspomniałam swoją wiedzę na temat zdrowia przywoziliśmy z Przyjezierza, gdzie odbywały się kursy dotyczące tzw. rozwoju duchowego.
Pamietam przypadek, który zdażył się naszemu koledze Stanisławowi. Po wizycie u dentysty miał poważne komplikacje - temperatura, a potem paraliż twarzy i trzeba było wezwać pogotowie, które zabrało go do najbliższego szpitala w Bydgoszczy.
Cała grupa podjęła decyzję, że prześlemy mu zbiorowo naszą energię podczas zespołowej medytacji. Wykładowca zgodził się. Był jednak pewien problem, bo nie wszyscy uczestnicy wiedzieli o kogo chodzi. Ustalono, że na środku sali będę ja i te osoby, które nie kojarzyły sobie osoby naszego kolegi. Te osoby będą przesyłać energię za moim pośrednictwem.

Następnego dnia grupa kolegów/żanek Stanisława wybrała się w odwiedziny do szpitala.
Zastaliśmy kolegę w dobrym humorze. Opowiedział nam, że wczoraj wieczorem poczuł się dziwnie - 'coś się ze mną dziwnego działo - byłem jakiś rozdrażniony, a potem senny'. Tak się wyraził.
Kiedy się obudził miał już normalną - jak zwyle sympatyczną twarz.

Wtedy opowiedzieliśmy mu, że właśnie w tym czasie posyłaliśmy mu energię podczas zespołowej medytacji. Lekarz też był zdziwiony, bo jak twierdził - nie spodziewał się takiej nagłej poprawy zdrowia pacjenta.
Wszyscy byliśmy bardzo wdzięczni Bogu i zadowoleni, bo mieliśmy naoczny przykład ogromnej mocy medytacji zespołowej.

Podzieliłam się moimi wspomnieniami z okresu, gdy jako 'świeżo upieczona' emerytka angażowałam się w Klubie Emerytów.

Zdjęcie od - Miry

środa, 30 listopada 2011

Gomasio i posmak kuchni makrobiotycznej



Gomasio to mieszanka przypraw, pochodząca z Japonii, którą doprawia się między innymi potrawy z ryżu, sałatki lub zupy. Doskonale też pasuje jako dodatek do surowych warzyw lub do kanapek. Gomasio przygotowuje się z ziaren sezamu, ale można je zastąpić orzechami włoskimi, siemieniem lnianym, czy pestkami dyni.

Gomasio, nazywane również solą sezamową, to jedna z przypraw kuchni makrobiotycznej, opierającej się na produktach nieprzetworzonych technologicznie. Własnoręczne przyrządzenie gomasio nie jest pracochłonne, nie zajmuje wiele czasu, a przy tym jest tanie.

Gomasio z sezamu
Gomasio jest nie tylko smaczne, ale i bardzo bogate w składniki odżywcze. Jeśli gomasio przyrządzimy z sezamu, będzie to obfite źródło wapnia, ponieważ 100g nasion sezamu zawiera ponad 1000mg tego składnika mineralnego. Sezam dostarcza także nienasycone kwasy tłuszczowe oraz lecytynę, która odgrywa ważną rolę w procesach uczenia się i zapamiętywania oraz ułatwia koncentrację.

Zawartość białka w ziarnach sezamu zbliżona jest do jego zawartości w jajkach kurzych. Poza tym, sezam posiada wiele cennych witamin, w tym A, E, witamin z grupy B oraz składników mineralnych, np. cynku, fosforu, magnezu, potasu, wapnia i żelaza. Sezam, ze względu na zawartość sesamolu i sesamolinę, zalicza się też do naturalnych przeciwutleniaczy, które zwalczając wolne rodniki zapobiegają procesom starzenia się skóry, a także wielu chorobom, w tym również chorobom nowotworowym.

Do przygotowania gomasio potrzebujemy pół szklanki ziaren czarnego lub białego sezamu i łyżkę grubej soli. Ziarna wymieszane z solą praży się na patelni, w garnku z grubym dnem lub na blasze w średnio rozgrzanym piekarniku. Ziarna należy często mieszać, aż do czasu, gdy nasiona staną się złote i sypkie. Następnie, jeszcze przed utarciem ziaren, mieszaninę należy odstawić do wystygnięcia. Duże ilości przyprawy można utrzeć w malakserze, a małe w moździerzu. Należy uważać, aby nie rozetrzeć gomasio zbyt drobno, bo otrzymamy wówczas pastę – ziarna zarówno sezamu, jak orzechów, dyni czy lnu zawierają bardzo dużo oleju.

Przygotowane w ten sposób gomasio można podawać do wielu potraw. Oprócz wspomnianych już sałatek, potraw z ryżu czy kanapek, gomasio można dodawać również do pasztetów i bigosów. Świetnie pasuje jako dodatek do kasz, kuskusu lub komosy ryżowej (czyli quinoy). Gomasio z powodzeniem zastępuje sól, a więc możemy dodawać je do wszystkich tych potraw, które wymagają osolenia. Gomasio powinno się przechowywać w miejscu chłodnym i zaciemnionym, jednak nie dłużej niż dziesięć dni.

Gomasio z pestek dyni
Pestki dyni to bogate źródło witaminy A oraz witamin z grupy B, ponadto zawierają one sole mineralne, a także białko, błonnik oraz fitosterole, które zapobiegają chorobom prostaty. Pestki dyni korzystnie wpływają na stan skóry, włosów i paznokci.
Jeśli gomasio przygotowujemy ze świeżych pestek dyni, pamiętajmy, aby przed uprażeniem zostawić je odkryte na trzy dni. Pestki należy prażyć na małym ogniu, aż staną się brązowe.

Gomasio z siemienia lnianego
Także siemię lniane dostarcza fitosteroli, a oprócz tego witamin, w tym przede wszystkim witaminy E oraz soli mineralnych, np. magnezu, cynku i żelaza. Przygotowując gomasio z siemienia, nie zapominajmy o przykryciu patelni – nasiona mocno strzelają. Siemię powinno się prażyć na średnim ogniu.

Gomasio z orzechów włoskich
Orzechy włoskie są bogatym źródłem kwasów nienasyconych, poza tym zawierają witaminy, takie jak E i C oraz sole mineralne, w tym fosfor, wapń, magnez i potas. Orzechy włoskie nie wymagają wcześniejszego obrania ze skórki, bo ta w trakcie prażenia staje się krucha i smaczna. Prażąc orzechy należy zwrócić szczególną uwagę na temperaturę – orzechy łatwo jest przypalić.

Gomasio można przygotować z wymieszanych ziaren. Smak gomasio urozmaicimy dodając do niego ususzone i pokruszone chili, zmielony pieprz lub przyprawy, np. czarnuszkę, kardamon, czy kumin (kmin rzymski). Zyska dodatkowo jeśli dodamy świeżych ziół lub czosnek. Aby gomasio miało ładny kolor, można do niego dodać kurkumy.

Źródło: Czym jest gomasio

Znany makrobiotyk, długoletni wegetarianin Kazimierz Kłodawski (http://www.klodawski.pl/ )
tak pisze na temat Gomasio:
Gomasio, podobnie jak większość specyfików, przypraw i produktów makrobiotycznych, można, a nawet powinno się, jeżeli jest to tylko możliwe, przyrządzać samemu. Makrobiotyka nie używa w ogóle przemysłowo i technologicznie przetworzonych i wytworzonych produktów żywnościowych.
W makrobiotyce kontrola zdrowia polega na pełnej kontroli pożywienia, które spożywamy. Im bardziej mamy wpływ na jakość i ilość spożywanego pokarmu, tym większe szanse na życie długie, twórcze i bez chorób.
Także wolność uzyskiwana w procesie stawania się makrobiotykiem, jest zjawiskiem ze wszech miar twórczym i fascynującym i polega między innymi na wolności od chorób, lekarzy, lekarstw i współczesnej medycyny, ale także - od nachalnych reklam i handlowców.
Makrobiotyka rozluźnia krąg zależności, który tak naprawdę czyni nas niewolnikami i zakładnikami współczesnych stosunków i układów politycznych, ekonomicznych, medycznych, czy handlowych, żeby wymienić te najważniejsze. Prostota jest dewizą życia makrobiotyków.
Makrobiotyk zawsze kupuje to, co chce kupić i nic więcej, a nie to, co chcą mu sprzedać. Dlatego sporządzajmy gomasio własnoręcznie, z radością i głębokim przeświadczeniem, że oto uczestniczymy w misterium tworzenia życia zdrowego, wolnego i szczęśliwego, bo wszystko to, o co możemy zadbać sami, czyni nas właśnie niezależnymi i wolnymi.
Polecam gorąco przeczytać cały artykuł Kazimierza, wielkiego miłośnika świata przyrody, którego artykuły czytam z zainteresowaniem w Wegetariańskim Świecie:
Jedz sezam - będziesz silny i wolny


Gdyby link nie otwierał się, szukaj: tutaj



Wegetariański Świat:
http://www.wegetarianski.pl/

niedziela, 6 listopada 2011

Choroby reumatologiczne i dieta.

Choroby  reumatologiczne i dieta.




Ciekawy wywiad z dr Edytą Biernat-Kałużą, która sama wyleczyła się ze swoich problemów reumatoidalnych i innych (patrz film), stosując dietę owocowo-warzywną oraz wegańską.

Artykuł zaczerpnęłam ze strony
Nie ma diety-cud, jest dieta-fakt

Czy ból stawów może być skutkiem nieodpowiedniej diety? Co to jest dna moczanowa i jak jej zapobiegać? O leczeniu chorób reumatologicznych z dr Edytą Biernat-Kałużą, ordynator Oddziału Reumatologii Carolina Medical Center w Warszawie, kierowniczką pierwszego w Polsce Centrum Medycyny Żywienia, rozmawia Urszula Rzeszutek.


Od jak dawna stosuje Pani dietę owocowo-warzywną oraz wegańską w terapii pacjentów z chorobami reumatologicznymi?

Dr E.Biernat- Kałuża: To zależy od tego, o jakich jednostkach chorobowych mówimy. Dietę bazującą na warzywach i owocach oraz wegańską zaczęłam wprowadzać około 1,5 roku temu, natomiast już wcześniej w leczeniu np. dny moczanowej zalecałam pacjentom ograniczenie spożycia czerwonego mięsa. Od wielu lat, a właściwie od starożytności, wiadomo, że spożycie dużej ilości mięsa może stymulować rozwój dny moczanowej i pogarszać stan chorego.

Co Panią skłoniło do tego, żeby wprowadzić terapię dietą w leczeniu swoich pacjentów?

Tak naprawdę przyczyną było to, że sama miałam problemy reumatologiczne i niestety nie satysfakcjonowało mnie leczenie sterydami, chemioterapią, dużą liczbą antybiotyków i niesteroidowymi lekami przeciwzapalnymi. Zdecydowałam się na tzw. post Daniela, czyli pobyt w ośrodku doktor Ewy Dąbrowskiej, z dietą owocowo-warzywną. Mój stan zdrowia znacznie się poprawił. Notabene dietę tę poznałam już kilkanaście lat wcześniej, pracując jeszcze w Instytucie Reumatologii. Wówczas zalecałam ją niektórym pacjentom jako leczenie uzupełniające w przypadku chorób układowych tkanki łącznej.

Dr E.Biernat - Kałuża w Panoramie - Terapie dietą.



Na czym polega ta terapia?

W mojej praktyce lekarskiej stosuję przede wszystkim sześciotygodniowy cykl oczyszczający organizm dietą warzywno-owocową. Ponieważ duża część chorób z dziedziny reumatologii czy ogólnie chorób cywilizacyjnych, w tym miażdżyca, cukrzyca czy nadciśnienie, ma związek z dietą, pacjent tak naprawdę nigdy już nie powinien wracać do dotychczasowego sposobu odżywiania. Pacjent, wspólnie ze mną, podejmuje decyzję o zmianie diety i rozkładamy terapię na etapy.

Pierwszym jest właśnie sześciotygodniowe oczyszczenie organizmu za pomocą diety warzywno-owocowej. Później zalecam jeden, dwa dni diety warzywno-owocowej w tygodniu, ale najbardziej zachęcam do przejścia na stałe na dietę wegańską, bogatą w owoce, warzywa, pełnoziarniste produkty zbożowe, takie jak kasze, ryż, ciemne makarony oraz rośliny strączkowe, w tym soczewicę, fasolę, ciecierzycę, soję itp.

Czy pacjentom trudno się przystosować do takiego sposobu odżywiania i zrezygnować ze starych przyzwyczajeń?

Zazwyczaj zmiana starych przyzwyczajeń żywieniowych jest heroicznym wydarzeniem dla pacjenta, ale bardzo dużo zależy od motywacji. Jeśli ktoś cierpi przez wiele lat, ma duże nasilenie różnych objawów choroby i nie chce wciąż łykać tabletek, a tym bardziej jeśli ma objawy niepożądane po dotychczas stosowanym leczeniu farmakologicznym, zwykle jest bardziej skłonny zdecydować się na zmianę diety.

Czy u takich pacjentów przy terapii dietą możliwe jest zmniejszenie dawek albo wręcz wyeliminowanie leków?

W mojej praktyce tak. Pacjenci często po pierwsze zmniejszają dawki niesteroidowych leków przeciwzapalnych, a czasem decydują się spróbować, jak zadziała dieta bez leczenia farmakologicznego. Cześć pacjentów nie decyduje się jednak na dietę i preferuje leczenie farmakologiczne. Wiele osób mówi mi początkowo, że trudno jest im uwierzyć, że dieta może przynieść takie efekty, ale dzięki dużemu zaufaniu decydują się na zmianę. Przed oczami mam mojego pacjenta – młodego, trzydziestokilkuletniego mężczyznę z łuszczycowym zapaleniem stawów. Mówił mi: Pani doktor, nie wierzyłem. A już po kilku dniach przejścia na owoce i warzywa nastąpiła u niego tak duża poprawa kliniczna, że teraz nie używa określenia dieta-cud, tylko dieta-fakt.

Czytaj dalej:
tutaj kliknij
----------
Inne linki:
http://wyborcza.pl/1,75476,8993227,Jedzenie_moze_leczyc.html

piątek, 28 października 2011

Zaprogramowanie i Przebudzenie

Najbardziej inspirujący mówca, Anthony de Mello jest dzisiaj moim gościem. Mimo, że nie ma go już wsród nas, jednak jego słowa żyją dalej, inspirują, pobudzają do myślenia, zawsze są aktualne.
Dla niektórych kontrowersyjne.

Krótka informacja zaczerpnięta z Wikipedii:

Anthony de Mello SJ (ur. 4 września 1931 w Bombaju, zm. 2 czerwca 1987 w Nowym Jorku) – hinduski jezuita, psychoterapeuta, mistyk, kierownik duchowy. Przez siebie samego nazywany potocznie "chrześcijaninem Wschodu", zaś przez przyjaciół – "mistrzem modlitwy".

Największy rozgłos zdobył dzięki książkom i konferencjom z dziedziny duchowości, w których łączył tradycyjną mistykę europejską z myślą Dalekiego Wschodu, nierzadko wchodząc również w obszar psychologii. Jego metody modlitwy oraz ćwiczenia duchowe wykorzystujące technikę psychoanalizy i psychoterapii uważane są za nowatorskie.

Nauka duchowa zawarta we wszystkich jego książkach daje się sprowadzić do trzech podstawowych pojęć: "poznania" – "przebudzenia" – "świadomości", na których ściśle opiera się ludzkie szczęście, oświecenie oraz miłość. Wiele jego medytacji oraz bajek zwraca uwagę na nieszczęście człowieka płynące z fałszywych przekonań, pragnień bądź wpływu kultury uniemożliwiającego osiągnięcie wewnętrznej wolności.

Więcej: http://pl.wikipedia.org/wiki/Anthony_de_Mello

Biografia Anthonyego de Mello autorstwa jego brata - Billa de Mello - i obszerne fragmenty książek:
tutaj

Słynne rekolekcje Anthony de Mello na temat - Przebudzenia. W  powyższym linku "Biografia A. de Mello" znaleźć można fragment - "Przebudzenie duszy".
Filmy są krótkie, prowadzone w taki sposób, że nie ma mowy, żeby się nudzić. WARTO!
 1.

2.

3.


Do kolejnych odcinków podaję linki:
4.
O pragnieniu szczęscia
5.
O psychologii
6 i 7.
O wyrzeczeniu i Wysłuchaj

Więcej  filmów:
Anthony se Mello - Przebudzenie PL

http://www.youtube.com/user/AspenTrees78

sobota, 22 października 2011

Kim jesteśmy? ... i kontestacja.

Kim jesteśmy? ... i kontestacja.
Najczystsza woda jest zawsze przy źródle. Zatem od razu podaję źródło:
http://surowadieta.blogspot.com/
To nasza niesamowita, kochana Ewa - źródło inspiracji i miłości, które płynie z każdego Jej słowa.
Gorąco polecam blog Ewy (link wyżej) i filmy, które nagrywa dla nas pod nazwą - Ciało -Umysł-Dusza:
http://www.youtube.com/user/estepnicka



A tutaj Ewa pisze o Kontestacji:
Grzegorz Pawlak, webinary, kontestacja, terapia Gersona
Polecam gorąco. Warto!

Kontestacja - internetowe radio, w każdą środę o 22 pod nazwą Czerwona Pigułka. To jest program o alternatywnych metodach leczenia, przeróżnych dietach, a także wpływie naszej psychiki na stan zdrowia i życia!

Dziękuję Ewuniu!

czwartek, 13 października 2011

Przepis na płyn do mycia owoców i warzyw

Mycie owoców i warzyw





Dokładne mycie owoców i warzyw jest ważniejsze dzisiaj niż kiedykolwiek wcześniej - dobrze o tym wiemy. Nawet tych organicznych i lokalnych warzyw.
Podam przepis na płyn do mycia owoców i warzyw. Płynem tym możemy zniszczyć nawet te najgroźniejsze zarazki na naszym pożywieniu.

Skład:
1 łyżka soku z cytryny
2 łyżki octu jabłkowego
1 szklanka wody

Wlej wszystkie składniki do butelki ze sprayem i dobrze wstrząsnij.
Spryskaj warzywa dokładnie tym płynem w każdym miejscu. Zostaw na chwilę zmoczone.
Spłukaj przed jedzeniem.

wtorek, 4 października 2011

O miłosci słów kilka...

Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości - Paulo Coelho




Przyjaźń poznaję po tym, że nic nie może jej zawieść, a prawdziwą miłość po tym, że nic nie może jej zniszczyć - Antoine de Saint-Exupéry

" Cóż wiemy o miłości" -
- to fragment pięknej piosenki, którą kiedyś, wiele lat temu śpiewał popularny i lubiany zespół Trubadurzy.
Cóż wiemy o miłości mając 16 lat,
nic albo prawie nic
nie wiedzieć nic najprościej,
serce najbielsza z kart
a w oczach tylko TY,
póki wierzymy w prawdę słów
póki kochamy pytam znów
cóż wiemy o miłości,
gdy już umyka z rąk, jeszcze wierzymy w nią
Czas rwie na strzępy ludzki los
ktoś za kimś poszedł w świat
choć się zdaje już nie pierwszy raz
że nie zwiędnie kwiat
Cóż wiemy o miłości,
mało i coraz mniej
im dłużej życie trwa,
bo przecież o miłości
jednak najwięcej wiesz, mając 16 lat

Śpiewamy ją dalej, chociaż lat nam przybywa:
Cóż wiemy o miłości mając 40/ 60 lat,
nic albo prawie nic
Cóż wiemy o miłości mając 80 lat,
nic albo prawie nic


Cóż wiemy o miłości,
mało i coraz mniej
im dłużej życie trwa...

Miłość- wielkie słowo... Chcemy kochać i być kochanymi, ale czy zastanawiamy sie nad tym - co to jest miłość?
Buszujac po Internecie natknęłam się na wspaniały cykl wykładów ks.Piotra Pawlukiewicza, który w bardzo przystępny, ciekawy i nawet zabawny sposob przedstawia temat miłości.
Zachęcam do wysłuchania jego interpretacji. Warto!




Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:
- Co sądzisz o sytuacji na świecie?

Dziadek odpowiedział:
- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.

- Który zwycięży? - chciał wiedzieć chłopiec.
- Ten, którego karmię - odrzekł na to dziadek.
( Autor nieznany)

poniedziałek, 26 września 2011

Czar i walory dyni...


Photo Bea


Zakochałam się w dyni. Głównie przyczyniła się do tego Bea z blogu "Bea w kuchni" (http://www.beawkuchni.com/), która jest wielką fanką dyni. U Bei znaleźć można wszystko, a nawet więcej niż wszystko o dyni. Jej przepiękne zdjęcia przeróżnych gatunków dyń oraz opisy, informacje stanowią wartościowy materiał na książkę o dyni, która z pewnością byłaby bestsellerem.
Zaczerpnęłam tylko mały fragment od Bei, ale na resztę koniecznie trzeba pójść do Bei. Tam panuje atmosfera 'dyniowa', której nie da się opisać słowami. Prawdziwy artyzm.

Do rodziny dyniowatych należy blisko 1000 roślin (poza dynią również np. cukinia, patison, ogórek i melon). Niestety wiele osób nadal uważa, że dynia to bardzo ‘nudne’ warzywo, z którego niewiele ciekawych potraw można przygotować. Nic bardziej mylnego! Mało jest bowiem warzyw, które dają tak nieograniczone możliwości kulinarne jak dynia właśnie. Można z niej wyczarować praktycznie wszystko : od przystawek, przez dania główne, po desery; sałatki, zupy, farsz do pierogów, placki, tarty, zapiekanki, suflety, szaszłyki, puddingi, musy, lody, ciasta czy przetwory. Gotowana, duszona, smażona, pieczona, marynowana; na słodko i na ostro, z orientalną lub egzotyczną nutą, dynia w każdej postaci smakuje naprawdę wybornie. (Ja lubię również dynię na surowo - mój dodatek).
Warto przypomnieć, że dynia przechowywana w odpowiednich warunkach może przezimować długie miesiące (niektóre odmiany mogą ‘leżakować’ nawet do półtora roku!). Dlatego właśnie była ona swego rodzaju naturalną ‘konserwą’ w czasach, gdy zimą nie było dostępu do świeżych warzyw, dawała bowiem możliwość jedzenia świeżego i bogatego w witaminy pożywienia przez długie, jesienno-zimowe miesiące.
Poza walorami smakowymi, warto również zwrócić uwagę na walory odżywcze i zdrowotne dyni, gdyż jest ona bogatym źródłem karotenu, przeciwutleniaczy, witamin A, C, E, i B, błonnika, kwasu foliowego oraz wielu składników mineralnych (m.in. cynku, żelaza, wapnia, magnezu, potasu i fosforu). Jest lekkostrawna i nisko kaloryczna, a zatem bardzo przyjazna również dla naszej sylwetki. Zalecana jest osobom z nadciśnieniem tętniczym, miażdżycą, z zaburzeniami przemiany materii czy niewydolnością nerek. Jednym słowem – samo zdrowie! :)

Jeśli chcesz zobaczyć piękno i wielką różnorodność dyni zaglądaj do Bei:
http://www.beawkuchni.com/2010/10/festiwal-dyni-2010.html


Blog Bei: http://www.beawkuchni.com/


To co najbardziej mnie urzeka w dyni oprócz jej walorów smakowych i odżywczych to to, że dynię można bardzo dlugo przechowywać w jej normalnej formie.
___________
Znalezione ostatnio ciekawe i smaczne przepisy, które chciałam sobie zachować:

Sałatka z dyni na surowo VegeJustynki:


Blog VegeJustynki: http://vegejustyna.blogspot.com/

Pieczona dynia Wegetarianki:

Blog Wegetarianki: http://wegetarianka.blox.pl/html

wtorek, 20 września 2011

Zamiast torta urodzinowego.

Nie mam dzisiaj torta urodzinowego. Wszyscy wokół dbają o linię, ja też - staram się jak mogę. Dlatego serwuję coś co upiększa, odchudza, a nawet ma działanie uzdrawiające.
Mój zegar czasu wystukuje mi 83. Być może pomyliłam się.... czy to jest 38, czy może 83 ??? ... nie ważne....
Ważne, aby było wesoło. Tak więc zamiast kalorycznego torta mam na dzisiaj -


Uzdrawiający Śmiech.

Nie przypadkowo władcy mieli przy sobie błaznów, którzy wesołym słowem poprawiali im humory i szczędzili nerwy. Udowodniono, że śmiech jest skutecznym lekiem. Biochemiczna "burza” mająca miejsce w organizmie podczas śmiechu i chichocie przegania zmęczenie, oczyszcza górne drogi oddechowe i poprawia krążenie krwi. Śmiech rozwija płuca i polecany jest osobom cierpiącym na astmę i choroby oskrzeli.
Podczas śmiechu gruczoły wydzielania wewnętrznego produkują substancję uśmierzającą ból głowy. Oprócz tego śmiech jest doskonałą gimnastyką dla jelit. Wpływa pozytywnie na cały organizm, zwiększa odporność, daje siły, wigor i przedłuża życie.
Podczas śmiechu w ruch wprawianych jest ponad 80 różnych mięśni, zwiększa się dopływ krwi do mózgu, w wyniku czego proces myślenia jest bardziej efektywny. Jednocześnie organizm wydziela więcej antyciał, które chronią go przed wirusami i bakteriami.
Śmiejąc się zwiększamy wydzielanie leukocytów, które walcza z chorobami, w tym również z rakiem. Lekarze od zarania mają w swym arsenale lekarstw - śmiech.
W swoim czasie Amerykanin N.Kazins wprowadził lekarzy w zdumienie, pozbywając się postępującego, ich zdaniem nieuleczalnego paraliżu, za pomocą śmiechu. Oglądał on codziennie komedie, czytał humorystyczne czasopisma. Porównał działanie śmiechu do codziennego biegu w miejscu. W rezultacie stworzył na uczelni wydział badań i leczenia śmiechem.
Obecnie liczba „śmiechoterapeutów” w USA zbliża się do tysiąca. W Polsce terapia ta również kwitnie. Zauważono, że wszystkie osoby długo żyjące mają rozwinięte poczucie humoru, są wesołe, umieją zachować optymizm..
Pewien Irańczyk na pytanie, jaka jest tajemnica jego długiego życia, odpowiedział:” Mam wesołe usposobienie”.
Ludzie rozrywkowi i optymiści żyją dłużej, a przy tym weselej.
Kiedy człowiek się śmieje, nawet bez przyczyny- zmuszając się, to w jego mózgu produkowana jest substancja poprawiająca humor.

Nie znam na tyle English, żeby zrozumieć o czym ci panowie gadają. Lecz ich śmiech jest wystarczajco zaraźliwy. Polecam oglądnąć - gwarantowany masaż mięśni brzucha - za darmo. Film jest z 2007 roku, ale nadal cieszy się powodzeniem. Ktoś z komentujących powiedział: to jest jak maszyna torturująca - możesz umrzeć ze śmiechu. Może lepiej wcześniej przeczytać - Czy można umrzeć ze smiechu ?






Śmiech jest również skutecznym i bezpłatnym środkiem kosmetycznym. Śmiejąca się osoba zawsze wygląda młodo. Ponieważ śmiech wprawia w ruch mięśnie twarzy, które zwykle pracują rzadko, tym samym poprawia się krążenie krwi, skóra twarzy otrzymuje więcej tlenu i substancji odżywczych.

Kot by sie uśmiał... haha..




Animals - Comments and Graphics!


Żona czyta książkę „Psychologia zwierząt”. W pewnej chwili zwraca się do męża:
- Tu jest napisane, że koty są okrutne, perfidne i zdradliwe. Czy to prawda?
- Tak, kiciu.
------------
Śmiech potrzebny jest również i zdrowym osobom i powinien być traktowany jako środek profilaktyczny, wzmacniający organizm i poprawiający nastrój.
Żyjmy więc wesoło, uśmiechajmy się, śmiejmy i chichoczmy, a będziemy żyć długo i szczęśliwie, czego życzę sobie i wszystkim moim czytelnikom.


Happy Birthday to Me!

czwartek, 1 września 2011

Ależ to trudne!!!

Dobiega końca mój urlop. Było wspaniale, tego nie da się opisać!
Jednak wszystko ma swój kres i moje przyjemności też. Za parę godzin wyjeżdżam.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to takie trudne. Nie mogę się skupić, myśli plączą się po mojej głowie. Przecież wracam do siebie, do moich naturalnych warunków, a tak jakoś trudno sie pozbierać.
Kilka dni temu oficjalnie pożegnałam się z moimi najbliższymi w Kanadzie, podobnie jak i z Rodzinką z USA.
Jadę też do SWOICH- moich kochanych- ale ten okres przejścia jest taki smutny- może lepiej o tym nie mówić, ale myśli nie da się wyrzucić.
Okres mojego pobytu na tym kontynencie był cudowny- sielski-anielski- nie wiem jak go nazwać, aby wyrazić to co czuję.
Może lepiej nic nie pisać!

Do zobaczenia w Polsce!



niedziela, 31 lipca 2011

Mój pobyt w USA

Podczas mojego bardzo długiego urlopu, jeden miesiąc- czerwiec - spędziłam w USA u córki z mężem i pozostałą rodziną. Urlop rozpoczęłam od wizyty u mojego wnuczka i Jego rodziny. Akurat przypadały urodziny moich kochanych prawnuków. Był tradycyjny tort urodzinowy i wspaniałe chwile spędzone razem z nimi. Kilka pamiątkowych zdjęć nie oddadzą atmosfery i cudownych przeżyć tego dnia.......
Za uzbierane urodzinowe $$$ moje prawnuki postanowiły kupić sobie samochód.






Nastepnie byliśmy na wspaniałym obiedzie u drugiego wnuka i Jego żony, która naprawdę świetnie potrafi przygotować potrawy. Byłam tam 2 lata wcześniej, i było to bardzo miłe spotkanie.......
Pozostyły czas spędziłam u córki - było wiele wspaniałych przeżyć i sytuacji o których być może nieraz wspomnę. Do cudownych chwil muszę zaliczyć wycieczki do dwóch parków, bardzo różniących się od siebie.
Jeden stary park, gdzie wszystko było dziełem natury. Chciało się recytować Mickiewicza -"Któż zbadał puszcz litewskich przepastne krainy, aż do samego środka, do jądra itd:''. Na każdym kroku widoczne w tym parku były skutki przechodzących burz i huraganów.......Czasami trudno było przejść.....














Widać było jednak i ludzką rękę, by spacer po tych alejkach był przyjemny. Był tam również plac zabaw dla dzieci. My z córką uznałyśmy, że to może być też plac zabaw dla starszych dzieci: 60 czy 80+. To plus ma swoje znaczenie....... Zabawiłyśmy się przypominając sobie swoje dzieciństwo - przecież była na placu zabaw z moja córeczka.....(zdjęcia z placu zabaw w poprzednim poście)

Niedługo potem byliśmy w innym parku - zupełnie innym; bardzo zadbanym - wiele pięknych kwiatów, krzewów i drzew. Był to ogromny park na osiedlu mieszkaniowym jako rekreacja dla mieszkanców osiedla......






Tam zjedliśmy morwy prosto z drzew i podziwialiśmy piękno przyrody......












Odwiedziłam też rodzinę kuzynki mieszkajacą w USA od wielu lat. Mieszkają w pięknym domku, tak bardzo ukwieconym, że aż budzi to podziw. Kuzynka wyniosła zamiłowanie do ogrodu i kwiatów z Polski, z domu rodzinnego. Zaplecze domu to prawdziwa oranżeria - pełno przeróżnych kwiatow.

Wsród tych wspaniałości uczuć i odczuć, była również chwila grozy. Pewnego wieczoru nadszedł niespodziewanie huragan. Jeszcze chwilę przedtem byliśmy z córką i zięciem na przydomowym 'OGRODKU'- gdy nagle zerwał sie silny huragam, nieraz oglądaliśmy takie anomalie pogodowe w telewizji. W tym ogródku córka z zięciem mieli urządzoną swoją oazę - miejsce wypoczynku. Była tam huśtawka zadaszona i dwa duże parasole ze stolikami. W jednej chwili wszystko wiatr wziął w swoje posiadanie. Zięć rzucił się na ratunek, ale nie pozwoliłyśmy mu wyjść z domu, 'stanęłyśmy murem'. Zresztą było już za chwilkę po wszystkim, bo huragan sam zatarasował nam drzwi wejściowe do domu najwiekszym parasolem. Dopiero rano przed pracą udało mu się jakoś wyjść z mieszkania i usunąć przeszkody......

Po tych i innych atrakcjach trzeba było wracać na dalszy urlop do Kanady.

środa, 27 lipca 2011

Pozdrowienia z USA

Witam, tym razem z USA!




Ja i moja najstarsza córka Krystyna.




Jak widać poniżej nadrabiam braki z dzieciństwa. W moich dzięcięcych latach takich zabawek nie było. A bawić można się w każdym wieku. To dobra recepta na odmłodzenie i zapomnienie tego co nie warto pamiętać.



Naciąganie....



Bujanie....






Wspinaczka na szczyt....

Radość....




Uuups... Świetnie jest być dzieckiem.....


Look at the trees, look at the birds, look at the clouds, look at the stars... and if you have eyes you will be able to see that the whole existence is joyful. Everything is simply happy. Trees are happy for no reason; they are not going to become prime ministers or presidents and they are not going to become rich and they will never have any bank balance. Look at the flowers - for no reason. It is simply unbelievable how happy flowers are. - Osho

Spójrz na drzewa, spójrz na ptaki, spójrz na chmury, spójrz na gwiazdy ... a jeśli masz oczy będziesz mógł zobaczyć, że całe życie jest radością. Wszystko jest po prostu szczęśliwe. Drzewa są szczęśliwe bez powodu, nie zabiegają o stołek premiera lub prezydenta i nie starają się być bogatymi i nigdy nie będą miały konta w banku. Spójrz na kwiaty - bez powodu. To jest po prostu niewiarygodne, jak szczęśliwe są kwiaty. - Osho

Pozdrawiam wszystkich, którzy tutaj mnie odwiedzają i życzę dużo, dużo radości na codzień!
Enjoy and be happy every day!

wtorek, 31 maja 2011

Mój drugi(polski) Dzień Matki w Kanadzie - z przygodami

W Dzień Matki pobłądziłam... ale mnie ktoś znalazł i już jestem.





W Kanadzie Dzień Matki obchodzony jest 8-ego maja, w Polsce 26-maja. Ten w Kanadzie był dla mnie bardzo miły; po kilkunastu latach mogłam się spotkać z najbliższymi o czym już wspominałam.
26 maja zaczął się bardzo sympatycznie. Zaraz z rana otrzymałam śliczne, serdeczne życzenia od córki z Polski. Uradowana wybrałam się na krótką wycieczkę, jaką praktykuję codziennie. Trwa to zwykle godzinę lub półtorej. Tym razem wybrałam się zupełnie inną trasą. Postanowiłam odwiedzić wnuczkę w pracy. Wydawało mi się, że znam drogę - kilka razy ją przebywałam, lecz samochodem. Okazało się jednak, że idąc pieszo to nie jest to samo. Wnuczki nie znalazłam, więc postanowiłam wrócić do domu, bo czas mojego spaceru minął, a ja nie chciałam domownikom sprawiać kłopotów, bo przecież jestem w obcym kraju...
Wydawało mi się, że dam radę wrócić tą samą drogą, którą szłam. Nie mogłam jednak jej znaleźć - wszystko było podobne, ale nie to samo. Zauważyłam wreszcie nazwę znajomej mi ulicy. Byla to Jalna. Na tej ulicy kilka lat temu mieszkał mój syn z rodziną. Postanowiłam trzymać się tej ulicy. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy wciąż nie było na horyzoncie mojego znanego kościoła, który byłby dla mnie wybawieniem z kłopotów. Ta ulica była kręta, a ja z każdego zakrętu wyglądałam widoku znajomej mi wieży kościelnej.
Cały czas szłam (czytaj: czołgałam się), nie odpoczywając, ponieważ zdawałam sobie sprawę z tego, że jeżeli odpocznę to nie dam rady iść dalej, a godzina za godziną mijały.... Moja podróż spacerowa trwała około 4 godziny, to jak na moje chore nogi o wiele za dużo.
Znalazłam w końcu kościół, lecz ... okazało się, że był to zupełnie inny kościółek ...
Wtedy, nagle przytrąbił mi jakiś samochód i okazało się, że był to mąż mojej wnuczki, który od paru godzin jeździł po mieście poszukując mnie z niepokojem. W tym momencie okazał się moim hero.
W domu wszyscy witali mnie z niepokojem, a moja kochana prawnuczka witała mnie szklanką zimnej wody, która mi smakowała najbardziej ze wszystkich wód jakie kiedykolwiek piłam.
Na zakonczenie Dnia Matki i mojej przygody, dla osłody odwiedziła mnie moja synowa z przepięknym bukietem róż herbacianych.

Tej przygody raczej nigdy nie zapomnę.

środa, 11 maja 2011

Mój Dzień Matki w Kanadzie

W Polsce ten dzień jest obchodzony 26 maja, w Kanadzie-8-ego maja.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy właśnie 8 maja otrzymałam wiele życzeń i moc kwiatów od moich najbliższych, czyli moich dzieci, a wielką niespodziankę sprawiły mi też moje wnuczki i jedyna tu w Kanadzie moja prawnuczka.
To była bardzo miła niespodzianka i bardzo serdecznie wszystkim dziękuję!



Składam wszystkim mamom na całym świecie, a także wszystkim ludziom, którzy, jak dobre mamy sprawują opiekę nad dziećmi, dają dzieciom swoją miłość, swój czas, swoje życie Najserdeczniejsze Życzenia!




Na koniec Anthony de Mello - z książki "Modlitwa żaby II" :


Dostać lanie od mamy.

Mały chłopiec, biegnąc ulicą, skręcił nagle i za rogiem zderzył się z jakimś mężczyzną.

- Mój Boże - powiedział mężczyzna - dokąd pędzisz w takim pośpiechu ?

- Do domu - odpowiedział chłopiec - A spieszę się ponieważ mama sprawi mi lanie.

- Tak ci spieszno, żeby dostać lanie, że aż biegniesz po nie do domu? - zapytał zdumiony nieznajomy.

- Nie. Ale jeśli ojciec przyjdzie do domu przede mną, to on mi spuści lanie.

*******
more thank you:
http://www.funscrape.com/Comments/Thank_You.aspx

środa, 4 maja 2011

Pozdrowienia z Kanady./ Greetings from Canada.

Od 10 kwietnia jestem w Kanadzie. To piekny kraj. Bardzo mi sie podoba. Jest tyle zieleni, ale najważniejsze jest to, że tutaj mam moich najbliższych. Jestem już prawie miesiąc, a wydaje mi sie, że to bylo wczoraj.

Since April 10, I'm in Canada. It's beautiful country. I really like it. There is so much greenery, but most important is that here I have my family. I'm already almost a month, and it seems to me that it was yesterday




Ja z moimi ukochanymi wnuczkami.

Here I am with my beloved granddaughters.
Przesyłam serdeczne pozdrowienia i życzę wszystkim moim przyjaciołom dużo zdrowia i uśmiechu na codzień.

Warm greetings and wishes to you my friends!
Love and hugs!

wtorek, 5 kwietnia 2011

What is Love? Co to jest Miłość?




W najbliższych dniach udaję się w dłuższą podróż, i chciałam Wam wszystkim powiedzieć:

I love you! Kocham Was!

I love you:
http://www.youtube.com/watch?v=cVQJPeRwKek

Mój pojazd będzie trochę inny... ze skrzydełkami... wyniesie mnie wysoko nad ziemię.


Dozobaczemia wkrótce. See you soon.



niedziela, 3 kwietnia 2011

Kuracje wodą utlenioną wg. Gersona


Doktor Gerson w swojej książce też proponuje „ Terapię Tlenową”.

„Dwa związki chemiczne, dostarczające dodatkowy tlen, są bardzo użytecznymi narzędziami w uśmierzaniu bólu. Pierwszy z nich to woda utleniona (H2O2), składający się z wody ( H2O i dodatkowego atomu tlenu połączonego pojedynczym wiązaniem. Drugi z tych związków, tlen (O2) może mieć również dodatkowy atom, w wyniku czego powstaje ozon (O3). Wbrew reputacji ozonu jako środka drażniącego, prawidłowo stosowana terapia ozonowa jest cennym wsparciem w walce z bólem i pomaga wrócić do zdrowia.”,..
i dalej

„H2O2, woda utleniona, jest łatwo i tanio dostępna w aptekach, a nawet w supermarketach. Produkowana jest w postaci 3% roztworu, bezpiecznego w stosowaniu zarówno w skórę, jak i jako dodatek do kąpieli ( z niefluoryzowaną wodą) w dawce ok. 2 litrów na wannę wody.

Jednak najbardziej efektywne jest wcieranie wody utlenionej po wyjściu z gorącej kąpieli, jest ona wówczas wchłaniana przez otwarte pory bezpośrednio do krwiobiegu".


Terapia Gersona po polsku oraz więcej informacji znajdziesz tutaj:
http://www.terapiagersona.com.pl/ksiazka.html

środa, 23 marca 2011

Kuracje wodą utlenioną


Książki Iwana Nieumywakina od kilkunastu miesięcy zajmują czołowe miejsce w rankingu najlepiej sprzedających się pozycji. Endoekologię Zdrowia zakupiłam pierwszą i mogę powiedzieć, że jest to książka którą warto mieć w domu i korzystać z porad jakie znakomita para lekarzy sugeruje.
Woda Utleniona Na Straży Zdrowia to następna niezmiernie interesująca pozycja z której zakupu jestem bardzo zadowolona.
Zdaję sobie sprawę i całkiem to rozumiem, że wewnętrzne stosowanie wody utlenionej w różnego rodzaju kuracjach może wzbudzać wiele kontrowersji. Moja tutaj wzmianka o zastosowaniu wody utlenionej nie ma na celu podważanie jej wartości przy wspomaganiu leczenia różnych schorzeń, ani też namawianie do jej stosowania.
Każdy decyduje sam za siebie!
Ja po dokładnym zapoznaniu się z informacjami objaśniającymi działanie wody utlenionej zdecydowałam się stosować ją w odpowiednich dawkach.
O efektach będę mogła powiedzieć po upływie jakiegos czasu, a stosuję wodę dopiero od tygodnia. Mogę jedynie powiedzieć, że żadnych skutków ubocznych nie zauważyłam.

Najlepiej jest samemu, dokładnie zapoznać się z działaniem wody utlenionej, i jeśli poczujemy, że nas to przekonuje - spróbować.
Kontrowersyjne opinie jakich jest sporo w internecie, zazwyczaj pochodzą od osób sceptycznie nastawionych do kuracji naturalnych, którzy raczej nie korzystali z terapii wodą utlenioną. Niemniej jednak warto zapoznać się z opinią sceptyków również, chociażby dlatego, aby podchodzić do tematu rozważnie i nie przesadzać np. z dawkowaniem.

Autorzy w/w książek kładą szczególny nacisk na zdrowy tryb życia i podają proste zalecenia, jak przy pomocy tego co mamy na stole, w ogrodzie, dodając własne zaangażowanie, pozbyć się istniejących i zapobiec powstaniu ewentualnych schorzeń.
Jeśli nie jesteśmy przekonani co do użycia wody utlenionej, to i tak z książek Nieumywakinów dowiemy się wszystko to, co powinien wiedzieć człowiek o swoim organizmie, fizjologii i sposobach leczenia.


Iwan Nieumywakin - Woda utleniona na straży zdrowia

Zastosowanie zewnętrzne
:

* Jako kompresy,
wcierania w dowolne, chore miejsce (okolica serca, stawy itd.), smarowania powierzchni skóry przy chorobie Parkinsona, stwardnieniu rozsianym:

1-2 łyżeczki 3% roztworu nadtlenku wodoru (standardowa woda utleniona) na 50 ml wody, ze stopniowym zwiększeniem stężenia roztworu aż do 3% (czyli do stężenia nierozcieńczonej wody utlenionej);

* Do płukania jamy ustnej.
Stosować 1 łyżeczkę 3% roztworu na 50 ml wody.

* W chorobach skóry (egzema, łuszczyca i inne) można stosować nie tylko nierozcieńczoną wodę utlenioną (3% roztwór nadtlenku wodoru), ale i 15-25-33% nadtlenek wodoru, przygotowany z tabletek Hydroperytu, który można nabyć w sklepach z odczynnikami chemicznymi. Należy smarować wysypki 1-2 razy dziennie, aż do całkowitego ich ustąpienia.

*Jeśli cierpicie na grzybicę stóp albo innych części ciała, lub brodawki na ciele i inne wykwity, należy je smarować 3% roztworem H2O2 (nierozcieńczoną wodą utlenioną) przez kilka dni, a znikną.
* Przy infekcjach ran, procesach ropnych, krwiakach itp. nadtlenek wodoru sprzyja szybszemu gojeniu się. Jak wiadomo, dobrym środkiem dezynfekującym przy płytkich ranach, pęknięciach i chorobach skóry są ałuny (uwodnione kryształy podwójnych siarczanów (VI) metali trój- i jednowartosciowych; potocznie przez ałun rozumie się uwodniony siarczan potasowo-glinowy, czyli KAI(SO4)2*12H2O, o który - w związku z jego zastosowaniami w kosmetyce i medycynie - chodzi autorowi. Ich zastosowanie będzie skuteczniejsze w połączeniu z nadtlenkiem wodoru:
do 10% roztworu ałunów (na 10 ml wody 10g ałunów) dodac 1 łyżeczkę 3% nadtlenku wodoru. Roztwór ten jest świetnym środkiem do leczenia wrzodów troficznych (spotykanych przy zaawansowanej cukrzycy), szerokiego zakresu chorób skóry i ran powierzchownych przy zapaleniu węzów chłonnych.

Zastosowanie wewnętrzne

Zażywać zaczynając od 1 kropli na 2-3 łyżki stołowe wody (30-50 ml) 3 razy dziennie, 30 minut przed posiłkiem lub 1,5 -2 godziny po posiłku, codziennie zwiększając dawkę o jedną kroplę, aż do 10 kropel, robiąc przerwę co każde 2-3 dni. Niektórzy chorzy w ogóle nie robią przerw.

W razie konieczności dzieciom do 5 roku życia można podawać po 1-2 kropel jednorazowo, również 30 minut przed posiłkiem lub 1,5-2 godziny po posiłku.

Aplikacja do nosa i do uszu.

*W każdej chorobie, stanach dyskomfortu (grypa, przeziębienie, ból głowy) - szczególnie w chorobie Parkinsona, stwardnieniu rozsianym, zapaleniach nosogardła (zapalenie zatok przynosowych lub czołowych), szumie w głowie i innych, należy zakraplać nadtlenek wodoru do nosa, rozcieńczywszy 10-15 kropel w łyżce stołowej wody. Całą pipetkę wkrapiać najpierw do jednej, a potem do drugiej dziurki.
Po 1-2 dniach można zwiększyć dawkę - po 2-3 pipetki do każdej dziurki. Potem można wprowadzać do jednego centymetra sześciennego za pomocą strzykawki.
Kiedy po upływie 20-30 sekund z nosa zacznie wydzielać się śluz, należy udać się do łazienki, skłonić głowę na ramię, zatkać palcem tę dziurkę w nosie, która znajduje się wyżej, a przez dolną spokojnie wydmuchać wszystko, co wydostaje się z nosa. Następnie przechylić głowę na drugie ramię i powtórzyć to samo.
Przez 10-15 minut nic nie jeść i nie pić.

*Przy krwotokach z nosa (o tym dobrze wiedzą lekarze pogotowia) nos zatyka się tamponami z 3% nadtlenkiem wodoru, a następnie szuka się przyczyny krwawienia.

*W różnych dolegliwosciach uszu i w niedosłuchu należy stosować początkowo 0,3-0,5% roztwór nadtlenku wodoru (ok. 1 ml 3% H2O2, czyli wody utlenionej, na 1 stołową łyżkę wody). Po kilku dniach można stężenie roztworu zwiększyć do 1-2% (zakraplać lub umieszczać w uchu tampon z waty).

piątek, 18 marca 2011

List z Japonii

Photo: Wirtualna Polska


Moje serce, jak i serca wszystkich Polaków oraz ludzi na całym świecie przepełnione są smutkiem z powodu katastrofy jaka wydarzyła się w Japonii.
Ślemy modlitwy i kto może dary serca. Łączymy się węzłem miłości z ofiarami katastrofy i z tymi, którzy utracili najbliższych.
Biedronka zamieściła na swoim blogu inspirujący list z Japonii, który pozwoliłam sobie umieścić tutaj na moim blogu.

List z Japonii (tłumaczyła z angielskiego Ania)


Anne jest amerykanką zamieszkała w Sendai, w jednym z najbardziej zniszczonych miast Japonii. W poniższym liście dzieli się swoimi przeżyciami z ostatnich dni.

List z Sendai
Tu w Sendai jest raczej surrealistyczne....ale czuję się bardzo błogosławiona
mając wspaniałych przyjaciół, którzy bardzo mi pomagają. Ponieważ barak w którym zamieszkiwałam jest teraz
jeszcze bardziej godny tej nazwy, zatrzymałam się w domu przyjaciółki. Dzielimy się wodą, żywnością i naftowym ogrzewaniem. Śpimy jedni obok drugich w jednym pomieszczeniu, jemy przy świecach, dzielimy się opowieściami. Jest ciepło, przyjaźnie i.... pięknie.
W ciągu dnia pomagamy sobie sprzątając bałagan w naszych domach. Ludzie siedzą w swoich samochodach, oglądając wiadomości na ekranach nawigacji,
lub ustawiają się w kolejce po wodę pitną, kiedy źródło jest otwarte. Jeśli ktoś ma bieżącą wodę w domu, stawia przed domem tablicę informującą o tym aby ludzie mogli przyjść tu
wypełnić swoje dzbanki i wiadra.
Zadziwiające, że tam gdzie jestem nie było grabieży.

Ludzie zostawiają frontowe drzwi otwarte, ponieważ to bezpieczniejsze , gdy nadchodzi wstrząs. Wciąż mówią:
Och, teraz jest tak jak dawno temu, kiedy wszyscy ludzie pomagali sobie nawzajem...
Wstrząsy są co chwila. Ostatniej nocy były co 15 minut. Ciągle wyją syreny, a śmigłowce często latają nad głowami.
W ciągu ostatniej nocy mieliśmy wodę przez kilka godzin w naszych domach, a teraz jest przez pół dnia. Po południu ponownie zaczął płynąć prąd. Gazu nie, jeszcze nie ma. Ale zależy od strefy, w której się jest. Niektórzy ludzie mają te rzeczy, inni nie. Nikt nie mył się od kilku dni. Czujemy się brudni ale teraz inne rzeczy są dla nas ważniejsze. Podoba mi się odejście od rzeczy nie istotnych. Życie w pełni na poziomie instynktu, intuicji, zaopiekowania, tego co niezbędne do przetrwania, nie tylko mnie, ale całej grupy.
Tak jakby życie miało miejsce w równoległych wszechświatach. W niektórych miejscach przerażający bałagan, a za moment dom przed którym stoi futon lub suszy się pranie na słońcu.
Tu ludzie stojący w kolejce po wodę i żywność, a tu kilka osób wyprowadzających psy na spacer. I to wszystko dzieje się w tym samym czasie....
Coś niezwykłego dzieje się w nocy...po prostu cisza niesamowicie przepiękna cisza... żadnych samochodów.. nikogo nie ma na ulicach. A niebo pełne porozrzucanych gwiazd. Zazwyczaj mogliśmy obserwować tylko kilka z nich ale teraz niebo jest nimi wypełnione. Góry dookoła Sendai są jednolite i wyraziste. Ich sylwetki widać wspaniale na tle nieba
I Japończycy są tacy wspaniali....Wracam do swojego baraku żeby zobaczyć co się dzieje, sprawdzić e-maile a tam przy wejściu ktoś zostawił dla mnie wodę i jedzenie....nie mam pojęcia kto. Starsi mężczyźni w zielonych czapkach chodzą od drzwi do drzwi pytając czy wszystko jest w porządku. Zwracają się do zupełnie nieznajomych ludzi czy nie potrzebują pomocy. I nie ma żadnych oznak strachu..rezygnacji tak...ale strachu lub paniki nie...
Mówią nam, że możemy się spodziewać wstrząsów wtórnych, a nawet innych dużych wstrząsów przez kolejny miesiąc lub dłużej. Wstrząsy, drżenie, dudnienie są ciągle odczuwane. Jestem w tej lepszej sytuacji że mieszkam w wyższej części Sendai, gdzie podłoże jest mocniejsze i dzięki temu trochę mniej podatne na wstrząsy. Ostatniej nocy przyjaciel mojego męża przyjechał ze wsi i przywiózł żywność i wodę.
W tej chwili zdaję sobie sprawę, że kosmiczny ewolucyjny skok zadział się na świecie właśnie w tym momencie. I podczas tego doświadczenie moje serce bardzo mocno się otworzyło. Mój brat zapytał mnie czy w związku z tymi wydarzeniami czuję się mała..ale nie..wręcz przeciwnie. Czuję się częścią czegoś większego niż ja. Fala narodzin na skalę światową jest bolesna ale wspaniała.


Jeszcze raz dziękuję za miłość i opiekę.
Z wyrazami miłości. Anne

List skopiowałam z blogu Biedronki: http://zmiany-2012.blogspot.com/

English is here:
A letter from Sendai

poniedziałek, 7 marca 2011

8 Marca



Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet wraz z serdecznymi Zyczeniami pod rozwagę dedykuję wiersz rosyjskiego poety-I.Kuzawina

O śmierci wcale mówic nie warto,
Warto miast tego po prostu życ
I przed oczami mieć obraz tego,
Co tylko cenne i o tym śnic
Nie trzeba też o nic obwiniać ludzi,
W ich sprawach brzmi ich własny ton,
Inne nawyki, cele, przyjaznie
W duszy każdego gra inny dzwon.
Choc każdy obcy jest na swój sposób dziwny,
To przecież z ludzmi Cię związał los,
Niech zatem zawsze czują się przy Tobie,
Swobodnie i pewnie, niczym w słońcu kłos.
Każdy jest madry,więc usiądż i słysz
I nie popędzaj swoich, pięknych dni.
Nie każ duszy gnać czasu, lecz zwolnij i żyj.
Dostrzeż to, co dojrzewa w myśach wielu z nich.
I żyj, podziwiając jasny błękit nieba,
Oddychaj pełną piersią, powoli jak ptak,
Co rozpostarl skrzydła, by wznieść się w przestworza
Przed daleką podróżą gdzieś w daleki świat.


Mój lot w Kosmos

środa, 9 lutego 2011

Witarianizm i dieta 80/10/10 Dr Douglasa Grahama




Poszukuję polskiego wydania książki Gr Douglasa Grahama. Nie wiem, czy została wydana w j. polskim. Za wszelkie informacje z góry dziękuję!

Fragment z Czasopisma Magazyn Vege:

Witarianizm i dieta 80/10/10 Dr Douglasa Grahama


Witarianizm to dieta polegająca na spożywaniu pokarmów niepoddanych obróbce termicznej, czyli niepodgrzanych powyżej 40 stopni Celsjusza. Najczęstszymi przyczynami stosowania takiej diety są względy zdrowotne oraz ekologiczne. Podstawę surowej diety stanowią owoce, warzywa, orzechy i kiełki. W ostatnim czasie zauważyć można rosnącą popularność takiej właśnie diety, zwłaszcza w Internecie.

Niestety, ilość nie zawsze idzie w parze z jakością - zamiast z owocami i warzywami, witarianizm coraz częściej bywa kojarzony z suplementami i drogim sprzętem kuchennym oraz z witariańską imitacją niemal każdej gotowanej potrawy, z pizzą na czele. Na szczęście, są w tym środowisku także ludzie, którzy starają się pokazać inną drogę do celu, jakim jest zdrowie.

Osobie postronnej wydawać by się mogło, że w środowisku witariańskim panuje idealna zgodność, jeśli chodzi o podstawowe założenia surowej diety. W końcu wszystkie osoby wychwalające tą dietę przekonane są o wyższości pokarmu surowego nad gotowanym. Istnieją jednak znaczne rozbieżności poglądów, zwłaszcza jeśli chodzi o proporcje węglowodanów i tłuszczu w diecie oraz podejście do suplementowania diety.
Jedni witarianie sugerują, aby zdecydowaną większość spożywanych kalorii stanowiły tłuszcze, czyli głównie orzechy, pestki i awokado; inni są zdania, że tak duży udział tłuszczy w diecie jest szkodliwy dla zdrowia, a w diecie dominować powinny węglowodany, czyli głównie owoce. Kolejną rozbieżnością jest podejście do suplementów. Podczas gdy jedna grupa witarian zaleca stosowanie suplementów, tłumacząc to coraz gorszą jakością gleby i bardziej zanieczyszczonym środowiskiem, druga grupa zdecydowanie ich nie poleca, gdyż witarianizm z definicji traktowany jest przez nich jako najzdrowsza i najbardziej odżywcza dieta ze wszystkich możliwych, a suplementowanie idealnej diety nie ma sensu i daje tym samym złe świadectwo ruchowi witariańskiemu.
Generalizując nieco, można przyjąć, że ta druga, nieco bardziej radykalna grupa, wychwalająca owoce i krytykująca suplementy i nadmiar tłuszczu, wywodzi się z tzw. ruchu Natural Hygiene, twórcami której byli Dr Bernard Shelton oraz jego uczeń T.C. Fry. Obaj oni mieli istotny wpływ na ukształtowanie się poglądów dr Douglasa Grahama, głównego bohatera tego artykułu i jednego z liderów dzisiejszego ruchu Natural Hygiene.
Douglas Graham jest jedną z najbardziej wyrazistych postaci w dzisiejszym środowisku witariańskim, głównie za sprawą swoich z pozoru radykalnych poglądów na temat odżywiania - poza wspomnianymi suplementami jest on także przeciwnikiem produktów kiszonych, świeżych soków (utrata błonnika, który jest ważnym składnikiem diety), czy robiącej furorę wśród witarian surowej czekolady, (która wg niego nie jest nawet surowa) i innych podobnych super-wynalazków. Produkty te nie powinny stanowić podstawy surowej diety, jednak zjadane okazjonalnie kilka razy w roku z pewnością także nie będą miały negatywnego wpływu na nasze zdrowie.

Dalszy ciąg czytaj na stronie: Magazynu Vege .

Polecam też bardzo ciekawe rozważania i film na temat diety 80/10/10 na blogu Ewy. Liczę na obiecane przez Ewę fragmenty tłumaczenia:
30 dni na 80/10/10

sobota, 29 stycznia 2011

Cudowne życie...


Cudowne życie!
Cóż to takiego? Cudowne życie, to zdrowe i szczęśliwe życie, ale na to sami sobie pracujemy. Okazuje się, że nasza mała wiedza na ten temat bardzo nam przeszkadza.
W ostatnim okresie czasu na rynku księgarskim jest wiele wskazówek na temat zdrowia: fizycznego i psychicznego.
Udało mi się, że i ja spotkałam wspaniałą, cudowną książkę, do kupienia której bardzo zachęcam.
Przytoczę tylko jeden maleńki fragment:

”Zdrowie jest wtedy, gdy w duszy nie ma irytacji, goryczy, urazy, utajonej na kogoś złości, zazdrości i nienawiści. Wszystkie negatywne emocje, wpływając na ciało subtelne, okazują się być przyczyną każdego zachorowania na poziomie fizycznym".

Takich i tym podobnych wskazówek można znaleźć na każdej prawie stronie.
Ta znakomnita książka została napisana przez małżeństwo lekarzy - Iwan Nieumywakin i Ludmiła Nieumywakina.
Można ją nabyć w mojej ulubionej księgarni Dobre Książki:
http://www.dobreksiazki.pl/b16842-endoekologia-zdrowia.htm

Naprawdę warto przeczytać i zastosować w swoim życiu rady przekazane przez dwójkę lekarzy i naukowców - Iwana i Ludmiłę Nieumywakinów.


Powiększając okładkę przez kliknięcie można dowiedzieć się więcej.

Życzę miłej lektury!

sobota, 8 stycznia 2011

Umieć kochać....


Witając Nowy 2011 Rok składaliśmy sobie i swoim najbliższym życzenie. Były to najczęściej życzenia : zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia wszystkich marzeń i wszystkiego co najlepsze. To piękne życzenia i nie wymagają komentarza. Wydawałoby się: nic dodać , nic ująć.
Ja dodałabym jeszcze jedno życzenie - MIŁOŚCI.
To piękne słowo i tak wiele znaczy. Miłość jest potrzebna od dziecka - dziecko potrzebuje wiele miłości, lepiej się rozwija fizycznie, a przede wszystkim emocjonalnie.
Kto nie lubi być kochanym?
Ale chcąc być kochanym trzeba umieć kochać. Umieć kochać to znaczy umieć WYBACZAĆ, zrozumieć drugiego człowieka. To takie proste, a takie skomplikowane. Czasem spokojna, szczera rozmowa pomaga rozwiązać wiele konfliktów.
Pamiętajmy o tym w Nowym Roku!.

I Love You!
Related Posts with Thumbnails

Moje 80-te Urodziny/ My 80th Birthday

moje tańce
Try JibJab Sendables® eCards today!